13 Maj2008

20 lat po proteście studentów na uniwersytecie

- To był protest: Minister Stasiak chodził w pomarańczowej kamizelce, wicepremier Schetyna walczył o klucze, prezes Skrzywanek trafił do aresztu. 20 lat temu zakończył się strajk studentów na Uniwersytecie Wrocławskim - pisze Beata Maciejewska w Gazecie W

- To był protest: Minister Stasiak chodził w pomarańczowej kamizelce, wicepremier Schetyna walczył o klucze, prezes Skrzywanek trafił do aresztu. 20 lat temu zakończył się strajk studentów na Uniwersytecie Wrocławskim - pisze Beata Maciejewska w Gazecie Wyborczej.

W przeciwieństwie do Gdańska, który tę rocznicę przypominał głośno - wystawą o NZS, koncertem, dyskusją panelową - we Wrocławiu było wczoraj cicho. Przeciwnie niż w maju 1988 roku. Na uniwersytecie zastrajkowało wówczas ok. 1200-1400 studentów.

Protest zaczął się 6 maja, dzień po brutalnej pacyfikacji robotniczego strajku w Nowej Hucie. Z obawy przed powtórzeniem się takiego scenariusza na uczelni gdańscy studenci przerwali swój strajk. Wrocławscy go zaczęli. Strajk solidarnościowy z robotnikami, choć wśród postulatów były także żądania demokratyzacji uczelni.

Dzień wcześniej odbył się wiec przed Szermierzem, który prowadził student historii Paweł Skrzywanek.

Krzysztof Jakubczak, wówczas student informatyki i przewodniczący Komitetu Strajkowego: - Emocje sięgnęły zenitu. Część osób poszła od razu do budynku historii, żeby zacząć strajk. Baliśmy się, że protest zacznie się rozwijać w sposób zbyt żywiołowy. To by nie było zbyt mądre. Ale udało mi się ludzi wyprowadzić. Ustaliliśmy, że spotykamy się następnego dnia rano.

Skrzywanek: - Wieczorem rozdzieliliśmy role. Nie było wątpliwości, że strajk powinien poprowadzić Jakubczak. Studenci dobrze go znali. Odważny, bezkompromisowy, jeden z liderów "Dwunastki", związany ze środowiskiem NZS i "Solidarności". Wszystkie środowiska się na niego zgodziły.

Organizację ochrony i straży porządkowej - chodzili w pomarańczowych kamizelkach - dostał Władysław Stasiak z historii. Samym wzrostem budził respekt, a na dodatek trenował sporty walki.

Jakubczak wspomina: - Świetnie zorganizowany, odpowiedzialny, widać, że służby mu leżały. Nie zdziwiłem się, że później został szefem MSWiA.

Na siedzibę strajku wybrano budynek filologii przy pl. Nankera. Jacek Protasiewicz, wówczas członek Komitetu Strajkowego, dziś eurodeputowany: - Grzesiek Schetyna [wówczas szef podziemnego NZS i student historii - przyp. red.] od razu powiedział, że historia odpada, bo w budynku są toalety w tragicznym stanie i brakuje miejsca do wieców. A filologia miała lepszą infrastrukturę i przychylne nam władze. Dyrektorem Instytutu Filologii Polskiej był prof. Jan Miodek, został z nami podczas strajku.

Rano Schetyna z kolegami odebrał od prof. Miodka klucze od budynku. Protasiewicz: - Staliśmy tam w czterech i baliśmy się: że nie wejdziemy do budynku, bo dozorca zaczął się z nami szarpać, że nikt nie przyjdzie. Na szczęście podjechała "17" i wyspali się z tramwaju studenci ze śpiworami i plecakami.

Ale nie wszyscy dotarli. Skrzywanka milicja wyciągnęła rano z domu i aresztowała na 48 godzin. Ze strajkującymi był obecny duchem. Studenci wywiesili na budynku filologii transparenty z napisem "Uwolnić Skrzywanka".

Jakubczak: - Mieliśmy drukarnię. Ale także radio, które wchodziło na częstotliwość oficjalnych rozgłośni. Wrocławianie przynosili żywność. Największym problemem było to, kiedy skończyć strajk. Część radykalnych działaczy domagała się przekształcenia go w bezterminowy, ale większość była zdania, że powinien być 24-godzinny. Wiadomo było, że nie sparaliżujemy życia w mieście, ale powinniśmy wyjść z poczuciem, że protest się udał. I że wyszliśmy z niego razem.

Po latach okazało się, że już nie są razem. Stasiak ze Schetyną zostali konkurentami politycznymi, wymienili się nawet tym samym ministerstwem. Protasiewicz walczy teraz w Brukseli jako europoseł z ramienia PO, Skrzywanek zabrał się za biznes i jest prezesem Wrocławskiego Centrum SPA.

A Jakubczak zamiast strajków organizuje dziś festiwale muzyczne. - To tak naprawdę bardzo podobna praca. Ale o wiele bardziej ją lubię.



Na podstawie: www.gazeta.pl