05 Wrz2009

Grzegorz Schetyna: Boję się Boga i żony

O pistolecie na urodziny, złych duchach wokół prezydenta, o tym, czy Donald Tusk często krzyczy, dlaczego Janusz Palikot jest kochanym człowiekiem, oraz o tym, jaka afera grozi Platformie, rozmawiają Anita Werner (TVN 24) i Paweł Siennicki (Polska).

O pistolecie na urodziny, złych duchach wokół prezydenta, o tym, czy Donald Tusk często krzyczy, dlaczego Janusz Palikot jest kochanym człowiekiem, oraz o tym, jaka afera grozi Platformie, rozmawiają Anita Werner (TVN 24) i Paweł Siennicki (Polska).

Premier Tusk umówił się z prezydentem na podział ról na Westerplatte?

Nie.

Konsultowali się przecież.

Rozmawiali na ten temat, to dobra praktyka. Dzięki temu szybko się okazało, w czym leży problem.

W czym?

Prezydent chciał mówić bardzo ostro. Nam zależało na wspólnym polskim głosie. Rezultat był dobry.

Prezydent przemówił głosem wszystkich Polaków?

Mówił bardzo emocjonalnie i twardo. Dobrze, że powiedział o agresji na Czechosłowację. Ale w dwóch sprawach przesadził.

W jakich?


W sprawie wojny rosyjsko-gruzińskiej. Niepotrzebne też porównał ofiary Katynia do ofiar Holokaustu. To było niepotrzebne.

Bardziej się Pan bał wystąpienia Putina czy Kaczyńskiego?

Putina. Ale jedno i drugie było nieprzewidywalne.

Kiedy prezydent mówił o nowym neoimperializmie, Donald Tusk ukrył twarz w dłoniach.


Sam się obawiałem, że prezydent zacznie analizować aktualną politykę rosyjską. Na szczęście w porę zawrócił.

Wypchnęliście PiS z ich pola, z polityki historycznej.


Pokazaliśmy, że polityka historyczna ma sens tylko wtedy, gdy ma przełożenie na przyszłość. A politycy PiS patrzą tylko do tyłu, w ogóle nie zastanawiają się, co ma z tego wynikać.

Prezydent się zmienił?

Widać po nim już emocje przed przyszłorocznymi wyborami. Jest nerwowy.

W kontaktach z premierem też?

Ze wszystkimi. W Pałacu Prezydenckim jest bardzo nerwowo.

Jest tam zły duch?

Tym złym duchem jest czas. Zegar już włączony i odlicza dni do daty wyborów.

A zły duch ma jakieś imię i nazwisko?

Dajcie spokój, nie mam takiej listy. Nie wiem, czy Stasiak jest tym dobrym, a Szczygło tym złym. To jest sprawa Lecha Kaczyńskiego.

Śmiało, może Pan pojechać po bandzie. W sprawie tarczy antyrakietowej mówił Pan, że to kompromitacja ludzi prezydenta.


Tak, bo chodzi o polską rację stanu i wtedy trzeba nazywać rzeczy po imieniu. Nie wytrzymałem po tym, co robili panowie Szczygło i Waszczykowski.

Może odrzucając Pana propozycje nominacji generalskich, zemszczono się na Panu?


Za co miałby się Szczygło mścić?

Choćby za odebranie ochrony BOR-u Jarosławowi Kaczyńskiemu.


Nie wierzę, że mógłby być aż tak małostkowy. Dla ścisłości: nie odebrałem Jarosławowi Kaczyńskiemu ochrony. Ochronę miał tak długo jak każdy inny były premier. Nie zgodziłem się na jej nadzwyczajne przedłużenie. Jarosław Kaczyński zachowywał się dziwnie, miał ochronę, ale z niej nie korzystał. Z niezrozumiałych dla mnie powodów zdecydował się nie korzystać z samochodu Biura Ochrony Rządu.

Ktoś personalnie chciał Panu przytrzeć nosa?

Tak, to możliwe.

Kto?

Dookoła tych nominacji toczyła się dziwna gra. Minister Szczygło namawiał mnie, żebym zgłaszał więcej kandydatur na generałów we wszystkich służbach.

A później Pana wystawił?

Zachował się nieprzyzwoicie i nieuczciwie. Do tej pory było tak, że jeżeli jakaś kandydatura nie miała szans na akceptację prezydenta, to BBN mówił: "proszę nie zgłaszać tej kandydatury, bo ona nie będzie zaakceptowana z tych czy tamtych powodów". Tak zawsze to przebiegało. Teraz próbowano publicznie upokorzyć oficerów, o których nominacje generalskie wystąpiło MSWiA.

I co teraz się stało?

Aleksander Szczygło zachował się nie fair. To było małostkowe, nie lubię takich małych zachowań.

Małostkowe? Po co Pan promuje byłych zomowców?

Minister Szczygło akurat nie ma żadnego prawa, aby udzielać właśnie mnie lekcji historii i stosunku do ZOMO. Powiem twardo: nie było żadnego sygnału ze strony BBN w stylu: porozmawiajmy, coś jest nie tak. Od razu wystrzelili informację w mediach, że to skandal. W PO nie zajmujemy się analizą, gdzie wcześniej pracował minister Surmacz, doradca ds. bezpieczeństwa prezydenta, i czym się zajmował. Nie będę robił polityki na tym poziomie.

Umówcie się z Aleksandrem Szczygłą na obiad i wyjaśnijcie sobie wszystko.

Dziękuję. Nie jestem głodny.

Może jednak jest Pan już otorbiony przez ten resort, ludzi MSWiA?


Myślałem o tym. Ale nie. Mam dystans do służb i do swojego miejsca.

Dostał już Pan pistolet na urodziny?


Nie. Byłem zapraszany na strzelanie, na oglądanie broni. To mnie jednak nigdy nie fascynowało.

Pan też słyszy tykanie zegara odliczającego czas do wyborów?


Tak. To będzie najważniejszy rok w historii Platformy. Musimy stworzyć zupełnie nową formułę partii, przebudować to, co stworzyliśmy. Będziemy zupełnie inni po wyborach prezydenckich i samorządowych.

Będzie nowe otwarcie?

Tak. Myślimy o tym.

I co Pan wymyślił?

Ruszymy z kampanią jesienną. Chcemy zrobić duże podsumowanie na dwulecie rządu. Ruszymy w kraj, zrobimy 730 spotkań z Platformą na 730 dni rządu. Będą spotykać się politycy wszystkich szczebli: regionalnego, posłowie, europarlamentarzyści, ministrowie. Wyborcy muszą mieć wiedzę z pierwszej ręki.

Tusk ruszy teraz z gospodarskimi wizytami?


Symbolicznie tak, bo on otworzy cykl naszych spotkań. Chcemy przede wszystkim spotykać się w mniejszych miejscowościach i na wsi. Chcemy pokazywać nasze spojrzenie na polską wieś i mówić o tym, co dla niej zrobiliśmy. Fundusz sołecki, pieniądze europejskie, inne fundusze. Co się tak uśmiechacie, to jest śmieszne?

Trochę tak. Takie celebrowanie rocznicy powstania rządu jak kiedyś rocznicy podpisania Manifestu PKWN.

Bo to fajna rzecz, że udało nam się dobrze przepracować te dwa lata. Dziękować Bogu, że z przyzwoitym poparciem.

Pan cały czas dziękuje Bogu?


Cały czas. Teraz chcemy pokazać, że mamy doskonałą ofertę dla wsi, świetnie skonstruowany dla niej program. Chcemy pokazać, że się tymi problemami interesujemy i liczymy na głos w tej sprawie samych zainteresowanych.

To dziwne, przecież jesteście partią wielkomiejską.

Nie, jesteśmy partią o mocnej pozycji w całej Polsce. Na wsi w ostatnich wyborach parlamentarnych zdobyliśmy ponad 1 300 000 głosów. Jedziemy na wieś, ponieważ mamy dla niej dobrą ofertę. Ofertę skoku cywilizacyjnego i modernizacji. O tym chcemy tam rozmawiać.

Tak oto historia się powtarza, PSL staje się przystawką Platformy.

PSL jest inaczej skonstruowany i na co innego zwraca uwagę w swoim programie. My chcemy mówić o cywilizacji, o darmowym internecie, o orlikach - o skoku cywilizacyjnym.

Prezes Pawlak popiera Pańskie jesienne ruszenie?


Nie rozmawialiśmy o tym. Wierzę, że to nie pogorszy naszych relacji. My musimy wygrać wybory, przedstawić program i to jest mój cel.

Wchodzicie na poletko PSL-u.

Nie chcemy niczego PSL-owi zabrać. Po prostu chcemy być na polskiej wsi. Mimo że niektórzy chcą nas zamknąć w wielkich miastach.

Manewru z zabraniem babci dowodu się nie uda powtórzyć, dlatego ruszacie na wieś?


Przecież to była kampania obywatelska.

Z taką miną jak teraz dostałby Pan pracę w filmie. Co po dwóch latach rządzenia trzeba zmienić w PO?

Platforma jest jak słoń. Takie sympatyczne zwierzę z trąbą. Jest duże, czasami trzeba mu dodać energii. Te dwie kampanie wyborcze jej pomogą.

Ludziom w PO uderza woda sodowa do głowy?

Trzeba pamiętać, że Platforma to partia władzy. Mentalnie musimy się z tego wyzwolić, bo to się może źle dla nas skończyć.

Ludzie PO błądzą?

Mają pokusy jak wszyscy. Kuszą ich na przykład posady w spółkach Skarbu Państwa, które nie wynikają z postępowania konkursowego. Pilnujemy jednak, żeby trzymać wysokie standardy.

Nie odpolityczniliście gospodarki?

Nie jestem bardzo zadowolony, ale jest lepiej, niż było.

Phi, co za sukces. Pan się boi jakiejś afery, która może pojawić się w Platformie?

Tak.

Ma Pan takie sygnały?

Żadnych poważnych. Ale kiedy ktoś ma dużą władzę, to bardzo łatwo się zapomnieć. To jest jak z katastrofą lotniczą. Wszyscy wiedzą, że to jest najbezpieczniejszy środek lokomocji, ale jak spadnie samolot, to giną ludzie i wie o tym cały świat.

Jak wielu ludzi Platformy ma poprzewracane w głowach?

Wszyscy ci, którzy otwierając codziennie gazetę, i czytając, że mamy 55 procent w sondażach, myślą, że wszystko jest załatwione i mogą spać spokojnie.

Musi Pan twardo uderzyć?

Dużo rozmawiamy na ten temat.

Co będzie tym nowym otwarciem poza najazdem PO na polską wieś?

Od początku przyszłego roku zaczynamy proces wyborów wewnątrz Platformy. Od najniższego szczebla do przewodniczącego rady krajowej. W maju wybierzemy kandydata na prezydenta. Wtedy tak naprawdę zacznie się kampania.

Pan rozmawia z premierem o kandydowaniu w wyborach prezydenckich?

Czasami.

I kto zaczyna tę rozmowę?

Premier.

I co mówi?

(uśmiech) Proszę, pytajcie o to premiera.

A Pan dopuszcza taką sytuację, że urzędujący premier będzie kandydował na prezydenta?

Tak. Ale trzeba znaleźć dobry sposób, jak pogodzić pracę szefa rządu i ostatnie, najbardziej angażujące tygodnie kampanii.

A premier co o tym mówi?

Musicie się umówić z premierem.

Nie zbędzie nas Pan takimi chwytami.

Ale co mam powiedzieć? To jest decyzja, którą musi ogłosić premier osobiście wtedy, kiedy to uzna za stosowne. No, bądźcie poważni. Przecież ta decyzja ma olbrzymie konsekwencje dla każdego z nas, dla PO.

Premier ma wciąż rozterki?


Premier jest skupiony na swoich obecnych obowiązkach. Nie mamy zbyt dużo czasu.

Donald Tusk jest zmęczony po tych dwóch latach?

Oczywiście, są momenty, kiedy zmęczenie jest bardzo duże. Rządzenie podczas światowego kryzysu gospodarczego jest bardzo stresujące. Najważniejsze jest to, że premier potrafi to zmęczenie pokonać.

Premier stał się bardziej nerwowy?


Pracuje pod ogromną presją.

Powiedział kiedyś Panu: Grzegorz, mam dosyć?

Nie. I nie sądzę, żeby kiedykolwiek coś takiego powiedział. Mamy zadanie do wykonania i kropka.

Premier krzyczy na współpracowników?

Na mnie nie krzyczy, nie widziałem go w takiej sytuacji. Premier wymaga bardzo dużo od siebie i swojego otoczenia.

A na innych?

Pamiętajcie, że byliśmy i jesteśmy pod olbrzymią presją związaną ze światowym kryzysem gospodarczym. Ostatnie miesiące były bardzo trudne i stresujące. Premier jest tylko człowiekiem i też ma prawo się zdenerwować. Wtedy mówi głośniej niż normalnie.

Dlaczego nie dokonujecie zmian w rządzie?

Sytuacja gospodarcza jest bardzo poważna. Polska na tle innych państwa radzi sobie doskonale. Co nie znaczy, że możemy sobie teraz fundować rewolucję w rządzie. Takich rzeczy nie robi się w takiej sytuacji. Już jedna drobna zmiana, dymisja ministra Ćwiąkalskiego wywołała burzę emocji. A jak jest czas kryzysu, to takie decyzje trzeba mocno przemyśleć.

Czy będą zmiany w rządzie?

Premier nie podjął decyzji, żeby dokonać zmian w swojej ekipie. Na razie pracujemy w tym składzie. Czujemy wszyscy "team spirit".

Żadnych zmian nie będzie?


Premier uważa, że z tym zespołem może przejść przez trudny czas kryzysu.

I nie chcecie rozmontować tego zespołu, nawet jeśli poszczególni ministrowie nie sprawdzają się?

Tak. Chcemy się bardziej wspierać, nawet angażować się w pomóc innym ministrom, którzy mają szczególnie ciężko. Powtarzam, to nie jest dobry czas na rewolucję

Minister skarbu Grad zostanie odwołany?

Uważam, że zrobił dużo dobrych rzeczy. Ma swoją autorską koncepcję dokończenia projektu stoczniowego. On wymyślił tę konstrukcję i naprawdę niewiele trzeba, żeby znalazła szczęśliwy koniec.
Przecież premier twardo powiedział, że Grad odejdzie, jak jej nie zbuduje do końca sierpnia.
Mówił też o dobrym finale…

Premier się pośpieszył zatem ze swoimi groźbami pod adresem Grada?


Nie zgadzam się z taką tezą.

To macie problem.
I trzeba z niego wyjść. W polityce nie wszystko jest wychuchane i przewidywalne.

Pan nie chce odejścia ministra Grada. Dlaczego?

Rząd - nasz ekipa jako całość to dobry zespół. Zaangażowałem się w obronę zespołu. To poczucie zespołowości jest bardzo ważne, musimy czuć, że jesteśmy razem. Wtedy ludzie lepiej pracują.

I co będzie z Gradem? Kawa na ławę.


To decyzja premiera.

Słowa o tym, że "jesteśmy zespołem", to refren na ten rok?


To nie jest lekcja śpiewu. Wierzę w pracę zespołową. Budowanie zespołu to największa umiejętność w sporcie, polityce czy biznesie. Nawet jeżeli są w nim słabsze elementy, to jako całość można wiele uzyskać. Odbudowanie rozwalonego emocjonalnie zespołu jest bardzo trudne, trudniejsze niż wspieranie jego słabszych elementów.

Ale w rządzie są słabe punkty.

No są. Ale nie może być inaczej, bo skończy się jak z Holendrami w 1974 r., którzy mieli reprezentację, w której wszyscy byli świetni. Ale finał mistrzostw świata przegrali z Niemcami.

Baliśmy się, że stracił Pan jednak kontakt z rzeczywistością. Premier nie odwoła już nikogo do końca kadencji?

On ma ostatnie zdanie, jest kapitanem.

A Pan co myśli ?

Że w tym składzie dotrwamy. Może wystarczą zmiany w ministerstwach, nie w pierwszej, ale w drugiej czy trzeciej linii. Wśród sekretarzy i podsekretarzy stanu. Powiem wam, że naprawdę dużo przeszliśmy. Przez znaczną część kryzysu, przez duże kłopoty. I nie po to zostaliśmy wybrani, żeby wciąż robić nowe rewolucje.

Ale nudy.

Najwyższy wzrost gospodarczy w Europie to nie są nudy. Mamy dobry rząd, dobre odpowiedzi na problemy i kryzys gospodarczy.

Czyli kryzys wyjdzie Platformie na zdrowie?


Myślę, że tak. Jesteśmy jedynem na mapie Europy zielonym punktem - państwem, które rośnie pomimo światowego kryzysu. Zresztą zobaczcie, jak zmieniła się nasza rola. Na Westerplatte było dwudziestu premierów. I cały świat mówił, że wszystko się zaczęło właśnie tu. Nikt nie pomyślałby o tym 10 lat temu.

Co stanie się z Platformą po Tusku?

To jest partia, którą Donald Tusk prowadzi od początku, jest jej "ojcem założycielem" . To jego projekt polityczny. Zawsze chroniliśmy Platformę przed bieżącą wojną, dlatego teraz musimy mieć pomysł co dalej.

I kto będzie liderem?


Nie ma osoby jednej, która by go zastąpiła.

W takim razie grupenfuhrer Wolf będzie rządził PO ?

Mamy problem, bo jest wielu polityków, którzy mają oczekiwania i ambicje. To nie jest śmieszne, bo to jest realny problem.

Pan mówi, jakby opowiadał bajkę z zielonego gaju. Kto konkretne może zająć miejsce Tuska: Komorowski, Schetyna?

To nie jest konkurs piękności. Mam powiedzieć: Komorowski, teraz ty, bo jesteś starszy o kilka lat, a ja poczekam?

Na przykład

Może wolicie, żebyśmy postawili na młodość? Radek Sikorski jest młodszy ode mnie o 5 dni, więc może on zastąpi Tuska? Możemy tak dalej żartować. Po pierwsze Donald Tusk nie podjął jeszcze swojej decyzji, czy w ogóle będzie kandydował. Jeżeli podejmie taką decyzję, to razem wypracujemy najlepsze rozwiązanie dla Platformy.

Tusk namaści następcę?

Przewodniczącego Platformy wybiera konwencja krajowa.

A kim Pan będzie?

Obiecuję, że jak podejmiemy decyzję o nowym przywództwie w Platformie, udzielę wam wywiadu. To nie będzie proste wskazanie palcem. Taka decyzja musi zostać zaakceptowana przez całą Platformę.

Po Tusku przyszły premier nie będzie szefem partii?

Raczej nie będzie.

A Pana co bardziej interesuje?

Interesuje mnie zwycięstwo w wyborach. Prezydenckich i samorządowych.

Chce być Pan szefem partii czy premierem?

Naprawdę najbardziej interesuje mnie zwycięstwo. Jak teraz zaczniemy dzielić skórę na niedźwiedziu, to jest nasz koniec.

Pańscy koledzy przebierają nogami?

Nie mam takiego wrażenia.

A Janusz Palikot?

On jest bardzo emocjonalny i chce mieć wpływ na decyzje. Nie jest w zarządzie partii, mówi wprost, że chce w nim być.

Palikot zrobił w ciągu ostatniego roku dla PO więcej złego czy dobrego?

Dobrego.

Palikot może stanąć na czele partii?

Palikot jest partii bardzo potrzebny.

Powiedział, że w 2010 albo 2011 wystartuje w wyborach na przewodniczącego i nie zmiażdży, tylko lekko wygra z Grzegorzem Schetyną.

Nie zmiażdży, tylko lekko wygra? Kochany, dobry człowiek.

Skończy się kiedyś Pana cierpliwość wobec niego?

Trudno będzie, ja go lubię.

Pan lubi ludzi?

Lubię. Szczerych i otwartych, a on jest szczery.

Pawła Piskorskiego też wciąż Pan lubi?

Jest mi przykro, że wszedł w takie emocji związane z jego kłopotami i wściekle atakuje swoich byłych kolegów

I co Pan myśli, słysząc nazwisko Piskorski?

Przykro mi. To taki nieudany powrót do polityki.

Kiedyś był Pana przyjacielem?

Bliskim kolegą, współpracowaliśmy przez lata.

A teraz wróg?


To, co mówi, jest przykre i niesprawiedliwe. Nie może się odnaleźć, to efekt zagubienia.

Chce się za wszelką cenę zemścić na Platformie?

Myśli, że zemsta to dobra motywacja do powrotu do polityki. Ale to ślepa droga.

Może odnieść sukces polityczny?

Nie. Nigdy negatywne emocje nie spowodują pozytywnych reakcji. Nic na tym nie da się zbudować.

A jakie oczekiwania miał Andrzej Olechowski, których Platforma nie wypełniła?

Nie wiem. Uważam, że nadal powinien być w wielkim projekcie Platformy.

To jest człowiek do wynajęcia?

Tak mówią ludzie, którzy są mu nieżyczliwi. Odegrał wielką rolę przy stworzeniu Platformy i powinien być z nami. Przykro mi, że nie jest.

Będą przyspieszone wybory parlamentarne?

Powinny być, bo mamy polską prezydencję w Unii Europejskiej. Czyli powinny odbyć się wiosną 2011 roku.

Jakie są szanse na wybór Cimoszewicza na szefa Rady Europy?

Spore, powiększają się.

Większe niż Buzka?

Robimy wszystko, żeby się to udało. Jest duża szansa. Przed nami absolutnie kluczowe trzy tygodnie.

To najlepszy okres w Pana życiu?

Powiem tak, jak przejdziemy przez kryzys i wygramy wybory prezydenckie, samorządowe i parlamentarne, to wtedy tak powiem. Jak wiecie, najtrudniej jest obronić tytuł mistrzowski.

Jakie są koszty ostatnich dwóch lat?


Zmęczenie. Mało czasu spędzone z rodziną i w domu. Mało czasu na wszystko.

Żona nie jest zła, że rzadko bywa Pan w domu?


Jest nam wszystkim trudno z tego powodu. Taka praca, nie ma co narzekać.

Pan boi się żony?


Bardzo. I córki też.

I kogo jeszcze?


Pana Boga.