16 Sty2008

Nie będzie fajerwerków

- Ja chcę rozwiązywać problemy, a nie reformować. Działać skutecznie, a nie ogłaszać deklaracje, za którymi nie idą działania - powiedział Grzegorz Schetyna w wywiadzie, który ukazał się 15.01.2008 r. w Gazecie Wyborczej. - Na wiele trudnych pytań na razi


Nie będzie fajerwerków


- Ja chcę rozwiązywać problemy, a nie reformować. Działać skutecznie, a nie ogłaszać deklaracje, za którymi nie idą działania - powiedział Grzegorz Schetyna w wywiadzie, który ukazał się 15.01.2008 r. w Gazecie Wyborczej. - Na wiele trudnych pytań na razie nie dajemy odpowiedzi, bo muszą być one bardzo dobrze przygotowane. Nie będzie fajerwerków. Wszyscy nas popędzają, ale my uważamy, że zamiast gadać, trzeba działać - dodał wicepremier.


Dominika Wielowieyska, Renata Grochal: Posłowie PiS mówią, że oskarżając publicznie prezydenta o chorobę alkoholową, poseł Janusz Palikot realizuje strategię PO, która zamierza teraz atakować Lecha Kaczyńskiego. Co pan na to? Czy Palikot zostanie ukarany przez władze klubu?

Grzegorz Schetyna: Sprawy Palikota nie będą komentował. Koniec. Kropka.

Kolejna świeża sprawa: dlaczego chcecie rozszerzyć dostęp prokuratorów do kont osobistych osób, którym nawet nie postawiono zarzutów? Sami oskarżaliście PiS o nadmierne represje wobec przedsiębiorców i samowolę prokuratorów.

- W tej sprawie też nie będę się wypowiadał, tu nic nie jest przesądzone.

Czy Donald Tusk padł na kolana przed biskupami i wykonuje ich polecenia?

- Jak mają padać takie pytania, to ja wychodzę.

Tak twierdzi LiD: biskupi zaprotestowali przeciwko refundowaniu in vitro i refundowania nie ma

- A było refundowanie?

Nie, ale minister Ewa Kopacz chciała finansować ten zabieg ze środków NFZ.

- Powiedziała przede wszystkim, że nie ma nic złego w tym, by in vitro było refundowane przez NFZ. Na razie będziemy dyskutować w ramach Komisji Wspólnej Rządu i Episkopatu. I nikt nie będzie klękał.

Biskupi wydają bardzo ostre oświadczenie w sprawie in vitro, a reakcja premiera brzmi: nie będziemy tego finansować.

- W tym roku.

Zabrakło deklaracji, że in vitro może być refundowane z budżetu. Nie było pozytywnej opinii premiera na temat tej formy walki z niepłodnością.

- Teraz nie ma możliwości finansowych. Walczymy z zapaścią w służbie zdrowia. Gdyby NFZ dysponował środkami, to powinien wziąć pod uwagę finansowanie in vitro.

Jaki będzie los religii w szkołach?

- Moim zdaniem religii nie powinno być na maturze. Ocena z religii nie powinna być wliczana do średniej ocen.

Dlaczego?

- Bo państwo jest neutralne światopoglądowo i trzeba to respektować. Religia jest w szkołach, to racjonalny kompromis wypracowany na początku lat 90. Trzeba go utrzymać. Jestem przekonany, że większość społeczeństwa chce spokojnego podejścia do tych kwestii, z poszanowaniem zasady rozdziału państwa od Kościoła.


Czy rząd rozważa, jak podawała "Gazeta", by religia była przedmiotem do wyboru na maturze, a ocena z religii nie była wliczana do średniej?

- Rozmawialiśmy o tym, ale niczego nie przesądzam. Trzeba utrzymać kompromis, który mamy, i potwierdzić nasze dobre relacje z Kościołem.

Czy państwo ma finansować budowę Świątyni Opatrzności?

- Nie powinno. Ale pieniądze z budżetu nie idą bezpośrednio na świątynię.

Ale pośrednio tak. Czy to dobrze?

- To już kwestia sumienia Kościoła.

Nie chcecie podejmować trudnych tematów ideologicznych z powodu kalkulacji politycznej. Wy na tym tracicie, bo macie stanowisko umiarkowane, podczas gdy PiS i LiD będą prezentować wyraziste stanowisko.

- Nie można dopuścić do wojny między ekstremalnymi grupami. Ludzie nas wybrali także ze względu na nasz umiar.

Ale to może oznaczać ucieczkę od trudnych tematów, przeciąganie decyzji .

- Wcale nie. Walka ekstremistów szkodzi Polsce. Będziemy stać na straży kompromisu. To jest właśnie racja stanu.

Wasz koalicjant PSL może hamować reformę KRUS, a w PO narasta przekonanie, że już dziś trzeba ściągnąć więcej pieniędzy z rolników, bo nie ma na podwyżki dla lekarzy.

- Nie naciskamy na PSL, by zreformować KRUS, bo z tego będą pieniądze. Ludowcy są otwarci na rozmowy i chcą zmian. Najbardziej bolesny spór wewnątrz rządu miał miejsce, gdy szukaliśmy pieniędzy na podwyżki dla nauczycieli. Każde ministerstwo musiało przyciąć wydatki. Dyskutując zaś o służbie zdrowia, zastanawialiśmy się, jak uszczelnić system, by następnie znaleźć dodatkowe pieniądze.

Ogłaszaniu założeń reformy zdrowia towarzyszył chaos. Do zapowiedzianego posiedzenia rządu nie doszło. Nikt nie wiedział, czy pakiet ustaw jest gotów, czy pokłóciliście się o kształt reformy.

- Była wpadka organizacyjna, ale miała ona drugorzędne znaczenie. Nie było formalnego posiedzenia Rady Ministrów, bo miało być poświęcone sprawom transportu, a nam chodziło o to, by jak najszybciej przedyskutować pakiet ustaw zdrowotnych. Istotne jest to, że w tak krótkim czasie przedstawiliśmy projekt zmian, które mogą postawić służbę zdrowia na nogi. Poprzednie ekipy miały jedynie proste, lecz kosztowne dla zwykłych ludzi, recepty podnoszenia składek na zdrowie.

Główny spór polegał na tym, że minister Kopacz chciała wpompować dodatkowe pieniądze w służbę zdrowia, a premier się nie zgodził?

- Tak. Odnosiliśmy się do podwyższenia składki proponowanego przez Religę.

Kopacz podobno nalegała na inne sposoby zdobycia pieniędzy, bo szpitale lawinowo się zadłużają, by mieć na podwyżki.

- Dlatego poprosiłem wojewodów, żeby sprawdzili, ilu szpitali dotyczy ten problem. Jak w Tomaszowie Mazowieckim, gdzie pod presją mediów przestraszeni dyrektorzy podpisują porozumienia z lekarzami, godząc się na ich wszystkie warunki. Wojewodowie już doliczyli się kilkunastu szpitali, gdzie umowy przekraczają możliwości finansowe. Wszystkie raporty wojewodów dostanę w tym tygodniu. Ocenimy, czy rzeczywiście trzeba i warto wpompować awaryjnie kolejne pieniądze w służbę zdrowia. Kontrakty z NFZ muszą wystarczyć na podwyżki, na płace pielęgniarek i realizowanie zadań szpitala. Mieliśmy i mamy problem, jak przekonać ludzi, że system musi być szczelny, bo inaczej dodatkowe pieniądze i tak przepadną.

Uszczelnić system miał Rejestr Usług Medycznych, ale opóźniliście przetarg.

- Tak się systemu nie uszczelni. Przez ostatnie dwa lata zadłużenie rosło, a politycy bali się położyć projekty ustaw na stół. Propozycje Ewy Kopacz są poprawionymi projektami ministra Religi. Tyle że za jego czasów leżały w szufladzie bez szans realizacji.


Dlaczego od razu nie powiedzieliście, że wzięliście to, co przygotował Religa?

- To był błąd. Pomysły dotyczące ZOZ-ów i ubezpieczeń dodatkowych, zgodne z naszymi, opracowali eksperci jeszcze za czasów Religi i poprzednich ekip. Ale już ustawa o prawach pacjenta jest autorstwa Ewy Kopacz.

Premier zdyscyplinował panią minister po tym zamieszaniu?

- Kierownictwo Ministerstwa Zdrowia. Rząd musiał pokazać, że kontroluje sytuację. Przedwczesna była zapowiedź pani minister, że we wtorek rząd przyjmie pakiet ustaw, kiedy nie był on jeszcze w niektórych szczegółach gotowy - myślę o koszyku świadczeń. Stąd wrażenie bałaganu, choć przy tempie naszych prac może nie było ono tak zupełnie do uniknięcia.

Premier dolał oliwy do ognia, oświadczając, że niektórzy lekarze za dużo zarabiają. Powinien był wyciągnąć gotowy raport o ich pensjach, a nie mówić, że mu się wydaje.

- Otrzymamy raport o zarobkach. Problem w tym, że żądania płacowe lekarzy w niektórych np. zadłużonych szpitalach przy systemie dyżurów, poprzez wysoką podstawę, są naprawdę niewspółmierne do trudnej sytuacji szpitali czy zarobków pielęgniarek. Takie wydatki w efekcie mogą zagrozić bezpieczeństwu pacjentów. W tym tygodniu premier będzie o tym rozmawiał z lekarzami.

Prezydent pomoże czy zaszkodzi?

- Opowiedział się za podwyższeniem składki, bo to rzekomo jedyny ratunek dla służby zdrowia. My uważamy, że to absurd.

Obawiacie się, że prezydent będzie wetował ustawy?

- Nie sądzę. Najważniejsze, by nasze projekty szybko trafiły do komisji sejmowej. W merytorycznej dyskusji poznamy prawdziwe intencje PiS: czy chce robić rządowi na złość, czy pracować. PiS głosował już przeciw budżetowi, który sam przygotował, tylko dlatego, że to rząd Tuska stał się gospodarzem projektu. Czy teraz będzie kontestował projekty, które chciał firmować minister Religa?

Wasze propozycje są zachowawcze. Czesi i Węgrzy poszli dalej, wprowadzili współpłacenie pacjentów.

- Jesteśmy temu przeciwni. Dotknęłoby to najuboższych, którzy najczęściej korzystają z usług medycznych. Robimy wszystko, by tego uniknąć. Współpłacenie to ostateczność.

Chaos jest nie tylko w służbie zdrowia. Szef klubu PO Zbigniew Chlebowski mówi, że rząd nie zabierze przywilejów górnikom ani nauczycielom. Potem okazuje się, że decyzji nie ma. W opozycji chcieliście listę przywilejów emerytalnych skracać. Nie wiemy, czy macie pakiet ustaw dotyczący ograniczenia wcześniejszych emerytur.

- Przywileje emerytalne będą ograniczone, pracujemy nad ustawami. Musimy to zrobić teraz, gdy mamy koniunkturę w gospodarce. Dajcie nam trochę czasu. Każdy rząd miał sto dni spokoju.

Każdy wie, że trudne reformy trzeba robić w pierwszym roku rządzenia, bo później poparcie społeczne spada.

- Dlatego kluczem jest budżet 2009 r. Wszystko, co przygotujemy teraz, wprowadzimy do budżetu na 2009 r. i wtedy będziemy to realizować.

Uciekacie od trudnych pytań. Strategia przetrwania bez ryzykowania trudnych reform?

- Ja chcę rozwiązywać problemy, a nie reformować. Działać skutecznie, a nie ogłaszać deklaracje, za którymi nie idą działania. Na wiele trudnych pytań na razie nie dajemy odpowiedzi, bo muszą być one bardzo dobrze przygotowane. Nie będzie fajerwerków. Wszyscy nas popędzają, ale my uważamy, że zamiast gadać, trzeba działać.

Jak przyjadą pod kancelarię premiera górnicy z kilofami, to nie będziecie z uśmiechem mówić im o miłości. Wymuszą na was jasną deklarację, czy będą mieli kosztowne przywileje, czy nie.

- Premier będzie się uśmiechał. Poczekajmy 100 dni na konkretne propozycje rozwiązań.


W tym rządzie brak centrum decyzyjnego. Minister pracy proponuje, by kobiety miały niższe emerytury, bo żyją dłużej, a gdy robi się awantura, oświadcza, że to był projekt PiS. Minister Kopacz mówi: "Jestem za refundacją in vitro". Ale rząd ogłasza, że nie będzie tych zabiegów refundował.

- Program koalicyjnego rząd musimy zbudować z programów dwóch partii. Po 100 dniach rządów pokażemy priorytety i to, jak je zrealizować.

Który minister przyszedł najlepiej przygotowany do rządzenia?

- Minister skarbu Aleksander Grad. Ma konkretną wizję odpolityczniania spółek skarbu państwa i przyspieszenia prywatyzacji. I jest zdeterminowany, by to zrobić. Każdy minister musi przygotować taki program.

Który minister wypada najgorzej?

- Proszę pytać premiera Tuska.

Julia Pitera doszukała się czegoś ciekawego w wydatkach z kart kredytowych ministrów?

- Szuka.

Czy raport Pitery i kontrola ABW w CBA przesądzają, że Mariusz Kamiński powinien odejść?

- Nie wiem, nie czytałem. Raporty są na biurku premiera. Zapozna się z nimi, przeprowadzi z Mariuszem Kamińskim rozmowę i podejmie decyzję.

A pańskim zdaniem powinien odejść?

- Tak.

Jak go odwołać, skoro stanowisko szefa CBA jest kadencyjne?

- Nie odpowiem. Premier podejmie decyzję. Ale trudno mi sobie wyobrazić współpracę premiera z szefem CBA, do którego nie ma zaufania.

Status Biura jest chyba bezsensowny. Po co kadencyjność, która sprawia, że premier i szef CBA nie są w stanie współpracować?

- Zgadzam się, to bez sensu.

Przecież głosowaliście za ustawą powołującą CBA.

- Głosowaliśmy za instytucją walczącą z korupcją. Jak walczyła, każdy widział.

Kto mógłby być szefem CBA?

- Osoba, która ma doświadczenie śledcze, nie polityk.


Może twórca CBŚ, wiceminister w pańskim resorcie Adam Rapacki?

- To byłby dobry kandydat, ale żadnych decyzji nie ma.

Premier więc strzelił sobie w kolano, proponując tę posadę Julii Piterze?

- Premier mówił raczej o symbolu walki z korupcją, o marzeniu, kto mógłby CBA pokierować, a nie o konkretnej propozycji personalnej.

W sprawie mediów idziecie drogą PiS. Zmieniacie ustawę, by wyrzucić obecne władze państwowej telewizji i radia.

- Nie wejdziemy w buty PiS. To nie będzie telewizja partyjna, byłaby to klęska. Nie będzie żadnych parytetów politycznych.

Dlaczego Andrzej Urbański nie może pozostać prezesem TVP?

- Niech zostanie, lecz niech wystartuje w konkursie i go wygra. Naprawdę nie chcemy zastąpić jednego układu politycznego drugim. Musimy pilnować, by politycy nie weszli do mediów publicznych, także regionalnych. Chcemy rady nadzorczej złożonej z ludzi rekomendowanych przez stowarzyszenia twórcze i wyższe uczelnie. To oni wybiorą odpowiednie osoby do zarządów.

Jarosław Sellin obawia się, że stowarzyszenia będą rekomendować do władz mediów publicznych osoby zaprzyjaźnione z PO.

- Radziłbym Sellinowi, by nie wypowiadał się w tej sprawie. Brał udział w skandalicznym zawłaszczaniu mediów przez PiS, mimo wcześniejszych deklaracji, jaka to TVP będzie apolityczna. Niszczył media razem z ludźmi Samoobrony i LPR-u.

Hanna Gronkiewicz-Waltz, by rozliczyć ekipę Lecha Kaczyńskiego, ogłosiła raport z wydatków stołecznego ratusza za jego kadencji. Zarzucanie b. prezydentowi Warszawy niegospodarności, bo wydał na restauracje i alkohol 2 mln zł przez trzy lata, jest śmieszne.

- Problem nie tyle w sumie, choć jest wysoka, ile w tym, że wiele tych wydatków jest nieudokumentowanych. Pani prezydent ma prawo to wyjaśnić. Problem dotyczy także wielu urzędników, którzy wydawali w restauracjach po kilkadziesiąt złotych, głównie na alkohol, obiady i kolacje. Sprawę należy ujawnić, żeby można było się do tego odnieść. Władza musi być przejrzysta.

Kazimierz Ujazdowski tworzy portal Polska XXI w., który ma być forum myśli konserwatywnej. Zaprasza prezydenta Wrocławia Rafała Dutkiewicza, Jana Rokitę. Może kiedyś stworzą partię polityczną. Nie wyklucza tego Kazimierz Marcinkiewicz. Nowa partia na prawicy mogłaby zagrozić PO w najbliższych wyborach?

- Myślę, że nie. Powołanie nowej partii, która by coś zmieniła w rzeczywistości politycznej, jest bardzo trudne. Głównie dlatego, że w poprzednim Sejmie wprowadzono ustawę o finansowaniu partii, której PO była zresztą przeciwna. Ta reguła utrwala obecny stan rzeczy, bo zapewnia spore pieniądze tylko partiom obecnym w parlamencie. Ale nie tylko pieniądze są ważne.

Żeby stworzyć silną formację, trzeba mieć pomysł na organizację ogólnokrajową, nie kanapową. Muszą być marszałkowie, dowódcy i ludzie, którzy będą tworzyć tę partię. Wymienieni politycy chcą prowadzić dyskusję, ale nie mają doświadczenia w budowie partii politycznej. Ugrupowania, które tworzyli, nie były - delikatnie mówiąc - ani duże, ani popularne. A ponadto nie będzie przestrzeni między PO a PiS. Platforma jest partią władzy, dość dobrze zorganizowaną. Nowa partia może odebrać część wyborców PiS.

Za dwa lata, gdy PO zużyje się w rządzeniu, nowa konserwatywno-liberalna formacja mogłaby wam odebrać głosy.

- Dziś zakładamy, że PO nie musi się zużyć.

A jeśli to środowisko zaktywizuje konserwatystów w PO, którzy czują się odsunięci od głównego nurtu?

- Teza, jakoby konserwatyści zostali zmarginalizowani, jest nieprawdziwa. Jarosław Gowin został wiceprzewodniczącym naszego klubu parlamentarnego, jest zapraszany na posiedzenia zarządu partii. Dostał misję sformułowania stanowiska Platformy w kwestiach bioetycznych. Jesteśmy partią konserwatywno-liberalną: są i konserwatyści, i liberałowie, i chadecy. Nie widzę dziś zagrożenia, że bezpartyjni konserwatyści sprzymierzą się z częścią PO, by kontestować władze Platformy.

Czy Marcinkiewicz, Ujazdowski, Dutkiewicz w konsekwencji znajdą się w PO?

- To zależy, jak będzie zmieniać się scena centroprawicowa i czy koalicja z PSL będzie trwała. Jestem przekonany, że tak. Ale w sytuacji podbramkowej Platforma może szukać wsparcia różnych środowisk, by utrzymać większość w Sejmie.

Czy Donald Tusk nie może przeboleć, że przegrał z Lechem Kaczyńskim i chce udowodnić, że może go pokonać? To byłoby fatalne, bo zamiast skupić się na rządzeniu, będzie się szykował do wyborów prezydenckich. Czy dlatego premier szybko zaprzeczył pańskiej zapowiedzi w radiu RMF, że wystartuje w wyborach prezydenckich? Pewnie zmył panu głowę?

- Zmywania głowy nie było. Wybory prezydenckie są za trzy lata - przy dynamice polskiej polityki to czas kosmicznie odległy. Tusk postawił sprawę uczciwie - że zdecyduje o kandydowaniu na pół roku przed wyborami. Jest naszym naturalnym kandydatem na prezydenta i nie jest to rewanżyzm, pomysł na ciepłą posadę czy odegranie się na Lechu Kaczyńskim, tylko naturalny proces: lider partii jest zazwyczaj kandydatem na prezydenta. Dziś rządzimy w sposób zaangażowany i, mam nadzieję, skuteczny. Zakładamy, że wyborcy to docenią i wygramy wybory do europarlamentu, samorządowe, prezydenckie i kolejne

Na podstawie: www.gazeta.pl